KATEGORIE

Kraj, gdzie wszystko jest zrobione dla ludzi i pod ludzi tak, by miło spędzili czas

Singapur pojawił się w moich podróżniczych planach zupełnie niespodziewanie, mój znajomy zaczął tam pracować i zaprosił mnie w odwiedziny. Zima, to doskonały czas by przenieść się chociaż na trochę w cieplejszy klimat. Podróż odbyła się pod koniec listopada.

No to lecę, bo chcę

Wyjazd trwał niecałe dziewięć dni, niestety dwa dni poświęciłam na przelot z przesiadką w Londynie. Ze stolicy UK leciałam 13 godzin dwupokładowym Airbusem linii British Airways.

Do wjazdu do Singapuru wystarczy tylko paszport. Wiza nie jest potrzebna przy pobycie do 90 dni. Po przylocie na lotnisku konieczne jest wypełnienie embarkation card, którą trzeba mieć cały czas przy sobie, również przy locie powrotnym.

Osiedle z basenem © Emilia Wolfart

Podczas pobytu, mieszkałam w bloku na osiedlu złożonym z 4-6 wieżowców. W Singapurze każde takie osiedle ma swój basen i siłownię. Co ciekawe, Singapurczycy zostawiają swoje buty na zewnątrz swoich mieszkań, na klatkach schodowych. Służy to odpędzaniu złych mocy i duchów. Pierwsze, co przyszło mi do głowy to pozamieniać im buty :), ale nie chciałam narażać się sąsiadom.

Życzliwość tubylców

W Singapurze spotkałam się z dużą życzliwością i otwartością do turystów, czy to wśród ochroniarzy na osiedlu, czy też sprzedawczyni w okolicznym sklepie. Wielu miejscowych osób zagadywało mnie przy różnych atrakcjach turystycznych np. w ogrodach botanicznych, okoliczny strażnik oprowadzał mnie przez godzinę i opowiadał o napotkanych roślinkach.

Ludzie na każdym kroku byli pomocni. Często z racji tego, że podróżowałam w pojedynkę, sami wychodzili z propozycją zrobienia zdjęcia lub po prostu zagadywali skąd jestem, jak długo będę w Singapurze itd.

Singapur nocą © Emilia Wolfart

Społeczeństwo Singapuru ma charakter wielonarodowy. W dużej tolerancji żyją ze sobą Chińczycy, Hindusi i Malajczycy. Ludność pochodzenia europejskiego stanowi jedynie kilku procentowy odsetek wszystkich mieszkańców. Chyba z racji koloru skóry oraz z powodu moich blond włosów, Hindusi trzykrotnie prosili mnie aby zrobić sobie z nimi zdjęcie :).

Oaza bezpieczeństwa

Singapur to państwo policyjne, restrykcyjne i uporządkowane, dbające na każdym kroku o kwestie bezpieczeństwa. Za żucie gumy w miejscu publicznym jest kara chłosty, za posiadanie narkotyków kara śmierci. W środkach komunikacji publicznej zakazane jest jedzenie i picie - przyznam się szczerze, że o tym zakazie dość często zapominałam przy sięganiu po tic-taca :).

Pomimo wielu zakazów obowiązujących w tym państwie, osoba niemająca problemów z przestrzeganiem prawa, nie powinna czuć się źle w tym kraju.

Rozświetlony Hotel Marina Bay Sands ze słynnym basenem © Emilia Wolfart

Przyjechałam do Singapuru sama i podczas całego pobytu nic złego mi się nie przytrafiło. Czułam się bezpiecznie i mogłam swobodnie poruszać się po całym mieście.

Jedyne niebezpieczeństwo, jakie przychodzi mi na myśl, to ze strony małpek na dziewiczej wyspie Pulau Ubin. Do dorosłych osobników, jeśli są ze swoimi małymi, lepiej nie podchodzić zbyt blisko, bo są zaczepne i mogą zaatakować.

Gdzie można dobrze i tanio zjeść

Foodcourty to miejsca w mieście, gdzie stołuje się większość Singapurczyków a jedzenie w nich jest dość tanie. Najtańszy zestaw obiadowy kosztował niecałe 2 dolary singapurskie czyli około 6 zł.

Foodcourty © Emilia Wolfart

Z lokalnej kuchni bardzo smakowały mi satay czyli różne rodzaje mięs (kurczak, baranina, kaczka), które nabija się na długie wykałaczki i podaje z różnymi sosami. Zbawieniem przy panującej tam temperaturze i wilgotności, były dla mnie świeżo wyciskane soki z różnych owoców np. starfruitów, melonów, papai.

Satay © Emilia Wolfart

Co najciekawszego warto zwiedzić

Trzeba koniecznie zobaczyć zatokę i słynny hotel Marina Bay Sands ze słynnym basenem na dachu.

Widok na zatokę i Marina Bay Sands © Emilia Wolfart

Niedaleko centrum finansowego są też Gardens by the Bay, a w nim sztuczne Supertrees ze wspaniałym muzycznym pokazem świateł i feerią barw.

Supertrees © Emilia Wolfart

W Gardens by the Bay warto wybrać się do dwóch szklarni: jednej z wodospadem, a drugiej z roślinnością z całego świata.

Rajskie ogrody © Emilia Wolfart

Gdy zapragniemy bliższego kontaktu z naturą, warto wybrać się do Narodowych Ogrodów Botanicznych, które stanowią jeden z największych parków w mieście. Tam, na obszarze prawie 74 ha można zapoznać się z różnymi mniejszymi ogrodami tematycznymi z roślinnością z całego świata. Taką jak: zioła i przyprawy, rośliny lecznicze, rośliny trujące i toksyczne, drzewka bonsai, drzewa bambusowe, drzewa owocowe. Można również przejść się alejką palm i naturalną ścieżką przez las deszczowy oraz przenieść się w czasie i poznać historię życia roślinności na ziemi w tzw. Heritage Garden. Warto wspomnieć, że wstęp do Ogrodów Botanicznych jest darmowy, a jedynie 5 dolarów singapurskich zapłacimy do tzw. Pawilonu Orchidei - narodowego kwiatu symbolu Singapuru, gdzie ilość gatunków tego rodzaju kwiatu może nas zachwycić.

Wizyta w ogrodzie botanicznym

Nie mogłabym też nie wspomnieć o wyspie Sentosa nazywanej w tym kraju wyspą rozrywki. Jest to wyspa w południowej części Singapuru połączona z lądem stałym przy pomocy mostu oraz kolejki linowej. Cały dzień na tej wyspie to doskonały czas, by bawić się tam jak dziecko. Znajduje się na niej m.in kasyno, liczne ośrodki wypoczynkowe, ogromne Oceanarium i Delfinarium, wieża obserwacyjna Tiger Sky Tower, Statua Merliona, park linowy i park rozrywki Universal Studios. Ten ostatni koniecznie trzeba zaliczyć, a szczególnie dwa wielkie rollercoastery i przejazd kolejką 3D w Świecie Transformersów. Po wyspie można się poruszać dzięki dwutorowej kolejce grawitacyjnej o długościach 650 i 688 metrów.

Wyspa Sentosa © Emilia Wolfart

Na wyspie warto wykupić dwudniowy bilet na wszystkie znajdujące się w niej atrakcje, a jest ich naprawdę niezliczona ilość W ramach biletu jest możliwość wypożyczenia na dwie godziny roweru lub Segwayu. Ja na początek zapragnęłam rozejrzeć się po wyspie na rowerze. Niestety, gdy udałam się wg. mapy na miejsce wypożyczalni, okazało się, że były tam dostępne tylko Segwaye. Gdy zapytałam o rower, jeden z Singapurczyków z obsługi wypożyczalni zaproponował mi przejazd melexem do drugiej wypożyczalni po rower. No cóż, nie sposób było nie skorzystać z tej propozycji. Po życzliwej przejażdżce miłym Singapurczykiem mogłam oddać się dalszemu zwiedzaniu wyspy.

Transformer © Emilia Wolfart

Park rozrywki Universal Studios © Emilia Wolfart

Wybrałam się też do jednego z kin 4D, w którym odbywały się zawody w strzelaniu z laserowych karabinów jak na Dzikim Zachodzie. Sala liczyła 15 osób, każdy siedział na wierzgających mechanicznych koniach z sombrero na głowie i strzelał do szeryfa. Pochwalę się, że akurat w tej projekcji Dzikiego Zachodu i w tych zawodach byłam najlepsza z całej sali :).

Dzika Azja

Jeśli ktoś chce poznać trochę dziewiczej Azji, a nie tylko miasta rozrywki to polecam wybrać się rejsem na kolejną okoliczną wyspę Pulau Ubin. Tam można zasmakować prawdziwego klimatu Azji z rosnącymi wielki palmami bananowców, durianów, pomarańczy i skosztować mleka ze świeżo zebranych kokosów.

Wyspa Pulau Ubin © Emilia Wolfart

Rejs na wyspę zdezelowanymi kutrami rybackimi trwa około 20 minut. Po zejściu w ląs, czeka na nas mnóstwo wypożyczalni rowerów. W ten dzień nie byłam sama więc wraz z moim kolegą wypożyczyliśmy rowery aby pojeździć po okolicznych ścieżkach i lasach innych niż w Polsce. Warto też przejść się wzdłuż brzegu kładkami i dojść przez lasy namorzynowe do wieży obserwacyjnej mijając po drodze liczne kopczyki z krabami. Po drodze można również spotkać biegające wielkie jaszczurki, dzikie świnie, a także zobaczyć stada małp. Na wyspie przez cały czas panuje także przeraźliwy pisk cykad.

Jaszczurki na Pulau Ubin © Emilia Wolfart

Kto zaś lubi owoce morza, może w okolicznych knajpkach spróbować wybranego przez siebie kraba, homara, małż czy krewetek, które przyrządzane są na naszych oczach i w ciągu kilku minut trafiają na nasz talerz.

Owoce morza © Emilia Wolfart

Może jeszcze kiedyś

Każdego dnia, widząc kolejne atrakcje rósł mi coraz szerszy banan na twarzy. Każdy dzień był dla mnie za krótki na to, co jeszcze chciałam zobaczyć. Czas tak szybko upływał, a ja wciąż czułam niedosyt tego, co Singapur ma do zaoferowania.

To, co mnie zaskoczyło i pozwoliło zapomnieć o polskich absurdach to porządek, dobra organizacja oraz to, że wszystko jest dla ludzi i z myślą o ich komforcie i przyjemności.

© Emilia Wolfart

Pomimo licznych zakazów, surowych kar można spokojnie żyć i pracować w tym mieście.

Trochę można ponarzekać na wilgotność i wysoką temperaturę, ale spokojnie da się do tego przyzwyczaić. Z miłą chęcią wróciłabym tam jeszcze raz.

Opisała Eliza Kowalska na podstawie rozmowy z Emilią Wolfart. Jeśli znajdziesz pół godziny czasu wolnego, opowiedz nam i Ty swoje wspomnienia z podróży. Jeśli znajdziesz pół godziny czasu wolnego, opowiedz nam i Ty swoje wspomnienia z podróży.

Czy zainteresowała Cię moja historia?

Co myślisz?