KATEGORIE

Południowa Wyspa Nowej Zelandii widziana z pokładu helikoptera

Do Nowej Zelki wybrałam się przy okazji podroży służbowej męża. Reklamy piwa kręci się zimą, więc ze względu na porę roku Nowa Zelandia gra w nich Polskę :) Helikopterem wyszukiwaliśmy odpowiednich miejsc do kręcenia scen. Pierwszy raz w życiu latałam śmiglakiem, wrażenia niesamowite.

Nowa Zelka słynie z najlepszych pilotów helikopterowych. Lataliśmy z tymi samymi osobami i nad tymi samymi miejscami, z którymi latał reżyser Peter Jackson podczas kręcenia filmu Hobbit czy Władcy Pierścieni.

Mekka adrenalinowców

Po dwudziestu siedmiu godzinach lotu jesteśmy w Queenstown. Wysiadam na lotnisku i nagle czuję dookoła zapachy. To tak jakby ktoś wyperfumował powietrze ziołami, drzewami i kwiatami. Wszystko tam pachnie. Dla mnie abstrakcja! Mają podobno największą dziurę ozonową na świecie, ale dla tych zapachów mogłabym spłonąć na wiór :)

Queenstown © Agata Janus

Queenstown to górskie miasteczko turystyczne, które jest też stolicą sportów ekstremalnych. Jeśli chcesz poszybować na paralotni, spadochronie, szybowcem, skoczyć na bungee, przeżyć jazdę łodzią odrzutową albo polatać helikopterem, to proszę bardzo. W Queenstown takich i innych atrakcji, których głównym celem jest podniesienie poziomu adrenaliny, jest bez liku.

Alpejska karoca © Agata Janus

Bungee wymyślono właśnie na Nowej Zelce. Ja długo się zastanawiałam nad skokiem na bungee, ale ostatecznie stchórzyłam. Zresztą każda z tych atrakcji sporo kosztuje, a pieniądze warto tam wydać również na przepyszne jedzenie.

Kotlety jak talerze

Będąc w Queenstown trzeba koniecznie odwiedzić Fergburger. Jest to bardzo znana hamburgerownia, do której ustawia dłuuuga kolejka. Czekanie wynagrodzą Ci duuuże i przepyszne hamburgery.

Fergburgery © Flavio Sarescia / 500px

Warto też wybrać się do jednej z knajpek na deser. Na stół wjeżdża creme brulee wielkości miski. Jedna taka porcja starcza na 5 osób!

Gigantyczna frajda!

Miałam wielką radochę, kiedy mogłam robić zdjęcia z helikopteru na piękne nowozelandzkie Alpy, fiordy i lodowce. Widoki są oszałamiające, tego nie da się opisać.

Lodowiec w Alpach © Agata Janus

Widok z helikoptera na fiordy © Agata Janus

Ze względu na jet lag wstawałam z łóżka o 5 rano i z hotelowego balkonu trzaskałam zdjęcia wschodu słońca np. na jezioro Wakatipu, nad którym leży miasteczko Queenstown. W dzień jezioro jest szmaragdowe, a o zachodzie i wschodzie słońca często rubinowe.

Jezioro Wakapitu o zachodzie słońca i w ciągu dnia © Agata Janus

Zachwyt funduje również widok na zielony region Otago i Paradise, rzekę Shotover, malowniczy wąwóz Skippers.

Wąwóz Skippers © Agata Janus

Blisko rzeki Shotover © Agata Janus

Rudy Las i drapieżne papugi

Nowa Zelandia pilnuje, aby gatunki spoza wysp nie rozprzestrzeniły się zabijając lokalną florę i faunę. Z tego powodu rząd wytruwa modrzewie. Taki las wygląda jak las zombie, chodzi się po nim jak po lesie z horroru. Wszędzie rosną muchomory w dzikich ilościach. Taka atmosfera zupełnie mi nie przeszkadzała, spacerowałam po tym lesie z bananem na twarzy.

Las modrzewiowy © Agata Janus

Odnośnie fauny najbardziej w pamięci zostały mi ptaki które występują tylko w tym kraju, czyli papugi alpejskie Kea. Wyglądają jak skrzyżowanie orła z papugą! Są takie ciekawskie, że podobno są w stanie rozebrać samochód z szyb! Kochają wszystko co plastikowe i gumowe, potrafią nawet wydłubać uszczelki z samochodu!

Kea © stanley sutton / 500px

Tutejsza ludność

Nowozelandczycy są przewspaniali, przyjaźni, uczynni. Naród ich to oaza spokoju. Bardzo łatwo nawiązuje się z nimi tzw. small talki i zawsze są bardzo ciekawi twojej osoby. Ja jestem zazwyczaj strasznym dzikusem i trochę mi zajmuje aklimatyzacja w podróży. A tutaj, jakbym była u siebie!

Najbardziej polubiłam pilota helikoptera. Miał ręce jak bochny i tylko czasami coś tam rzucał pod nosem. Pierwszy raz kiedy się zaśmiał i odezwał to wtedy, gdy mąż złamał sobie palec u ręki przy wsiadaniu do helikoptera :) Taki prawdziwy, nowozelandzki twardy gość.

Parowiec Earnslaw i widok na Alpy nowozelandzkie © Agata Janus

O dziwo, w miasteczku Queenstown najwięcej widziałam azjatów i bardzo duuużo chińczyków, zresztą to oni rządzą lokalnymi aptekami i sklepikami z pamiątkami. Na Nowej Zelce spotkaliśmy też Polkę pracującą w jednej z knajp, była przeszczęśliwa że mogła tam mieszkać.

Pomysł na życie

Zastanawiamy się z mężem, czy nie chcielibyśmy na stale zamieszkać w Nowej Zelandii. Co mnie osobiście najbardziej powstrzymuje, to lewostronny ruch drogowy. Jest to kraj spokoju i luzu, nie ma takiej spinki jak u nas w Polsce. Ja naprawdę jestem dzikusem. A tam brylowałam, sama zagadywałam ludzi w knajpie i w sklepie :) Nowa Ja!

Na podstawie rozmowy z Agatą Janus opisała Eliza Kowalska. Jeśli znajdziesz pół godziny czasu wolnego, opowiedz nam i Ty swoje wspomnienia z podróży.

Czy zainteresowała Cię moja historia?

Co myślisz?