KATEGORIE

Filipiny to życzliwość ludzi, piękno wysp i przede wszystkim ogromne kontrasty

O podróży na Filipiny wraz z moim chłopakiem marzyliśmy od dłuższego czasu. To co nas jeszcze bardziej nakręciło, to zadziwiająco niska cena biletów. W dwie strony na trasie Dubaj - Manila zapłaciliśmy 259 zł. Cena nas tak skusiła, że kupiliśmy bilety w marcu na podróż która odbyła się październiku.

Kontrastowa Manila

Naszą podróż na Filipinach zaczęliśmy od stolicy czyli Manili, która w jednej części była okropnie brudna, niebezpieczna i pełna bezdomnych. A dwie stacje metra dalej zmieniała się w niesamowite nowoczesne miasto, pełne zagranicznych turystów i najbogatszych Filipińczyków. Manila to bardzo chaotyczne miasto, którego nikomu nie polecam. Jedynie na szybką przesiadkę.

Manila, ciemna strona Filipn © Agnieszka Korkowska

Luksusową część Manili można porównać do Dubaju czy Nowego Jorku - ogromne wieżowce, ekskluzywne centra handlowe. Czuć duże zamiłowanie do wszystkiego co zachodnie. Wszyscy mają angielsko brzmiące imiona, popularne środki transportu jeepneye, które przerobione są z amerykańskich terenówek wojskowych. Ogóle nie czuło się, że jest się na Filipinach.

Luksusowa część Manili © Agnieszka Korkowska

To co przykuło naszą szczególną uwagę, to bardzo popularne tam mieszane małżeństwa, tj. filipinki i biali mężczyźni. Praktycznie co druga para taka była.

Przez pierwsze kilka dni mieliśmy okropną pogodę, ciągłe ulewy i porywisty wiatr. Okazało się, że to tajfun, od którego znajdowaliśmy się jakieś 150 km. Ale dowiedzieliśmy się o tym, dopiero z telewizji :)

Podziemna Rzeka

Następnie poleciliśmy do Puerto Princessyuda, na wyspę Palawan która słynie z Podziemnej Rzeki oraz przepięknych plaż. Można tam dostać razem z lokalnym biurem podróży lub samodzielnie udać się do centrum turystycznego i wykupić pozwolenie. My wybraliśmy drugą opcję i nie żałujemy, bo dzięki temu dostaliśmy łódź pełną Filipińczyków, przez co podróż była dużo ciekawsza.

Podziemna Rzeka © Agnieszka Korkowska

Wrażenia z tego miejsca są super, miłośnicy jaskiń będą zachwyceni, a nawet i laikom się spodoba. Pomimo, że jest tam zimno i wilgotno, to słychać śmiechy filipińczyków odbijające się echem od ścian oraz ciągle kapiącą wodę ze skał, którą ze strachem sprawdzało się czy to faktycznie woda, czy może nietoperze :) Filipińczycy są bardzo religijni, więc prawie każda formacja skalna kojarzyła im się z Bogiem, Maryją lub Jezusem.

Podziemna Rzeka © Agnieszka Korkowska

Jedyne co było tam przerażające, to mnóstwo nietoperzy latających nad głowami, ale dało się z nimi przeżyć.

Po wyspie Palawan podróżowaliśmy lokalnymi busami, których nie obowiązuje żaden rozkład, tylko jak się zachce kierowcy.

Przed wyjazdem czytałam o stwierdzeniu : „Ty masz zegarek, my mamy czas”, które sprawdza się w 10000%. Nawet samoloty startują np. godzinę po czasie, bez żadnych wcześniejszych ogłoszeń o opóźnieniu.

Z czego słynie Coron ?

Podczas "island hoppingów" czyli całodniowej wycieczki z wyżywieniem, gdzie pływało się po najlepszych okolicach, odwiedzaliśmy wiele małych wysepek i lagun.

Island Hopping © Agnieszka Korkowska

Wyżywienie podczas Island Hopping © Agnieszka Korkowska

Szczególnie popularna jest niewielka wyspa Coron, obok Palawanu. Jest ona najmniej komercyjna ze wszystkich, które odwiedziliśmy.

Słynie z tych island hoppingów opływających okoliczne zatoki i plaże, punktu widokowego, z którego rozciąga się fajny widok na okolicę oraz z gorących źródeł.

Coron © Agnieszka Korkowska

Dodatkowo w biurach wypożyczają jeszcze maski, więc miłośnicy oglądania rybek mogą uczestniczyć w snorknelingu.

Spotkanie z Tarsierami

W związku z tym, że jestem miłośnikiem brzydkich zwierzątek to wybraliśmy się na wyspe Bohol, na której znajduje się Sanktuarium wyraków czyli Tarsierów. Samo Sanktuarium nie robi wrażenia, bo idzie się wyznaczoną ścieżką, a pracownicy pokazują Ci gdzie ukryły się małpki.

Tarsier © Agnieszka Korkowska

Są one maleńkie, wielkości dłoni, bez pomocy raczej nie ma szans ich zauważyć. Ich cechą charakterystyczną są nieproporcjonalnie duże oczy i bardzo długie palce.

Czekoladowe Wzgórza

Wyspa Bohol słynie również z Czekoladowych Wzgórz. Pogoda tego dnia kiedy wybraliśmy się na wzgórza niestety za bardzo nam nie dopisała, ale widoki są bardzo ciekawe.

Trzeba się chwilę wspiąć po schodach, jednak później gdzie nie popatrzeć to na horyzoncie rozpościera się mnóstwo zielonych kopczyków różnej wielkości.

Czekoladowe Wzgórza © Agnieszka Korkowska

Wiele ludzi pytało czy można się po nich wspinać, jednak niestety można je tylko podziwiać z punktu widokowego.

Czym nas urzekł filipiński naród?

Filipińczycy są bardzo życzliwi i ciągle uśmiechnięci. Na ulicach każdy starszy czy młodszy przechodząc koło ciebie witał się i uśmiechał. Zawsze byli gotowi do pomocy, mimo że bardzo często nie mieli pojęcia jak nam pomóc, to jednak zawzięcie próbowali. Kiedy nie znali odpowiedzi na dane pytanie, to wskazywali obojętnie jaki kierunek aby tylko być pomocnym :)

Plaża Alona © Agnieszka Korkowska

Plaża Las Cabanas © Agnieszka Korkowska

Każdy z Filipińczyków miał wujka lub kuzyna, który prowadził jakiś biznes. Jak pytaliśmy co sądzisz o tym, odpowiedź przeważnie była: „no może być, ale mój kuzyn dwie ulice dalej ma lepiej" i czarowali na wszystkie sposoby, żeby iść z nimi i skorzystać z oferty kuzyna.

Plaża Nacpan © Agnieszka Korkowska

Plaża Nacpan © Agnieszka Korkowska

Na hasło Polska, zawsze mówili o Janie Pawle II, a potem opowiadali o całej rodzinie, mamie, tacie, babci którzy mają jego zdjęcia w pokojach.

Dla mnie to mega pozytywny naród. Na swój sposób może nawet i zakręcony:)

Na podstawie rozmowy z Agnieszką Korkowską opisała Eliza Kowalska. Jeśli znajdziesz pół godziny czasu wolnego, opowiedz nam i Ty swoje wspomnienia z podróży.

Czy zainteresowała Cię moja historia?

Co myślisz?