KATEGORIE

Budva, historyczne miasteczko nad Adriatykiem, które nigdy nie śpi

W Budvie znalazłam się przypadkiem. Byłam z chłopakiem na wakacjach w Dubrovniku. Poznaliśmy tam młode niemieckie małżeństwo, które podróżowało autem po Bałkanach i wybierało się na weekend do Czarnogóry.

Wesoła atmosfera

Zaproponowali, żebyśmy pojechali z nimi. Nie trzeba nas było do tego namawiać. Po podróży wzdłuż przepięknego wybrzeża Adriatyku tak oto znalazłam się w tym malowniczym miasteczku, które jest jedną z najbardziej popularnych miejscowości turystycznych w Czarnogórze.

Budva nocą © Anton Gorlin / 500px

Przyjezdnych tu rzeczywiście nie brakuje. To małe miasteczko, z jednej strony otoczone górami, z drugiej leżące tuż nad lazurowym morzem, co roku odwiedza tysiące turystów. Przyciąga ich historyczna zabudowa miasteczka, otoczona murami obronnymi, czyste plaże i lazurowe morze. Na zatłoczonych uliczkach co rusz słychać inny język. Cała miejscowość wypełniona jest gwarem rozmów i śmiechem. Ta wesoła atmosfera udzieliła mi się od razu.

Postanowiliśmy pochodzić po starówce, która, jak przeczytałam w kieszonkowym przewodniku po Bałkanach, liczy sobie ponad 2,5 tys. lat. Spacerowaliśmy niespiesznie po wąskich, malowniczych uliczkach wybrukowanych kocimi łbami, by za chwilę trafić na mały placyk otoczony kamiennymi domami z różnokolorowymi, drewnianymi okiennicami. Palmy zasadzone w centrum placyku przypominały, że panuje tu śródziemnomorski klimat.

Aromatyczna kawa na starówce

Spacerując niespiesznie po starówce, naszą uwagę zwrócił tłumek ludzi, który zgromadził się wokół czegoś widocznie bardzo zabawnego, bo co chwila ktoś wybuchał śmiechem. Podeszłam bliżej, by zobaczyć, co się tam dzieje. Na scenie, za którą służył zwykły plac, grupa aktorów odgrywała właśnie sceny rodem z Charliego Chaplina. Młody Czech stojący obok mnie wyjaśnił, że uliczny spektakl jest częścią festiwalu teatralnego, który odbywa się tutaj w lipcu i sierpniu.

Na Starym Mieście © Olga Sushkova / 500px.com

Postanowiliśmy dać odpocząć nogom i siedliśmy w ogródku jednej z licznych kawiarni. Od razu podbiegł do nas sympatyczny kelner. Czarnogórcy są bardzo otwarci. Zagadują, ale nie nachalnie, raczej wynika to z ich wielkiej gościnności. Gdy usłyszał, że jesteśmy z Polski, szeroko się uśmiechnął i do aromatycznej kawy, którą zamówiliśmy, dostaliśmy gratis przepyszną baklavę ( to typowe na całych Bałkanach przepyszne, słodkie ciasto z miodem). Zaczął wypytywać o Polskę i o to, jak nam się tutaj podoba. Michał, mój chłopak, dokładnie wypytał go o sporty wodne, od kilku lat, gdy tylko miał okazję, wskakiwał na narty wodne. Kelner przytaknął głową, wszystko tu jest, ceny niewygórowane.

Pobiegliśmy więc na plażę. Czyściutki piasek, lazurowe morze i góry, które jakby wyrastały z wody zachwycą każdego. Na plaży był tłum, ale udało nam się znaleźć mniej zatłoczoną zatoczkę. Michał od razu wypatrzył narciarzy wodnych, za chwilę był w ich pobliżu. Pomachał do mnie ręką i już zdejmował z siebie ubranie, zostając tylko w kąpielówkach. Dostał specjalny kombinezon i już za chwilę obserwowałam, jak pędzi za motorówką na nartach. Próbował mnie do tego namówić, być może pobyt w Budvie był dobrą okazją, by spróbować. Na razie wolałam jednak cieszyć się słońcem i ciepłym piaskiem.

Plaża

Pod wieczór znaleźliśmy hostel, których tutaj nie brakuje. W czystym, przytulnym pokoju, oprócz nas i Niemców, z którymi przyjechaliśmy, zatrzymały się tez trzy dziewczyny z Włoch. Namówiły nas, by wyjść z nimi do pubu. Życie w Budvie toczy się przez całą dobę. Po zachodzie słońca uliczny gwar zamienia się w głośną muzykę, dobiegającą z licznych barów i klubów, otwartych do bladego świtu. Ciepłe, letnie noce zachęcają do siedzenia na świeżym powietrzu, w ogródkach. Jak na super turystyczne miasteczko, nie jest drogo. Po paru drinkach wybraliśmy się znów na plażę. Tłumy turystów, wylegujących się w ciągu dnia na słońcu zastąpiły teraz grupki młodych ludzi albo pary, które siedziały objęte i wpatrywały się w morze. Ktoś przyniósł gitarę, ktoś zaczął śpiewać po hiszpańsku, ktoś częstował lokalnym winem. Żyć, nie umierać.

Następnego dnia wybraliśmy się łódką na pobliską wyspę św. Mikołaja. Kelner, który poczęstował nas baklavą, powiedział, że miejscowi nazywają wysepkę Hawajami. Można tu odpocząć od turystycznego zgiełku. Większa część wyspy jest dzika, spacerując bo niewydeptanych ścieżkach można spotkać nie tylko tropikalne rośliny, ale i zające, które tutaj czują się jak w raju. Po południu znów poszliśmy na plażę, by wykąpać się w ciepłym morzu i podziwiać zachód słońca. Za chwilę mieliśmy wracać do Dubrovnika.

Przed zachodem słońca © Mikhail Shcheglov / 500px

Budva to idealne miejsce dla tych, którzy lubią dobrą zabawę. Ci, których żywiołem jest życie nocne, na pewno się nie zawiodą. Międzynarodowe, wesołe towarzystwo nadaje charakter tej małej, malowniczej miejscowości. W ciągu dnia mogą odpocząć na plaży albo, dla bardziej aktywnych, spróbować nurkowania albo przejażdżce na nartach wodnych. Budvy nie polecam na dłuższy pobyt osobom, które chcą wypocząć na wakacjach w spokojniejszej atmosferze. Im wystarczy jeden dzień, by zwiedzić uroczą starówkę i powylegiwać się na plaży. Jeśli znajdziesz pół godziny czasu wolnego, opowiedz nam i Ty swoje wspomnienia z podróży.

Czy zainteresowała Cię moja historia?

Co myślisz?