KATEGORIE

Przepis na zimową chandrę: szum morza, biały piasek i ciepłe słońce w Sharm el- Sheikh

Mówi się, że styczeń to najbardziej depresyjny miesiąc w roku. Coś w tym jest, bo ciągle byłam zmęczona, nie miałam na nic ochoty, denerwowała mnie praca, a wracając do domu po prostu padałam na łóżko.

Do Egiptu

Mój mąż zaproponował więc, byśmy gdzieś pojechali na kilka dni odpocząć i naładować baterie. Od razu się zgodziłam, bo nie byliśmy na wakacjach tylko we dwójkę ładnych parę lat. Na szczęście oboje mieliśmy niewykorzystane urlopy. Teściowa zgodziła się zaopiekować się przez tydzień Adasiem, naszym czteroletnim synkiem. Zaczęliśmy przeglądać oferty biur turystycznych w internecie, trafiliśmy na korzystną ofertę last minute w Sharm el-Sheikh w Egipcie. Ten popularny turystyczny kurort polecało mi już wielu znajomych, którzy wracali stamtąd zadowoleni i wypoczęci. Nie zastanawialiśmy się więc długo i zarezerwowaliśmy dwa miejsca. Po trzech dniach z walizkami wypchanymi letnimi ubraniami jechaliśmy na lotnisko.

Wybraliśmy Sharm el-Sheikh, bo słynie z dobrej klasy hoteli. Mieliśmy też pewność, że powita nas piękna pogoda, bo słońce świeci tam przez cały rok. W styczniu nie jest zbyt gorąco, podczas naszego pobytu temperatura w ciągu dnia wynosiła około 22 stopnie. Dla mnie była to pogoda idealna, bo nie znoszę zbyt dużych upałów i gorąca. Do tego przez cały rok można tam pływać w ciepłym Morzu Czerwonym. Nasz hotel był położony około sześć kilometrów od morza, ale kilka razy dziennie kursował tam bezpłatny bus.

Plaża w Sharm el - Sheikh © Hesham Helmy /500px

Właśnie tego potrzebowałam: wylegiwania się na leżaku, spacerów wzdłuż plaży. I oczywiście kąpieli w ciepłym morzu. Wzięliśmy ze sobą maski do pływania, dzięki czemu mogliśmy podziwiać piękne podwodne rafy koralowe, z których słynie Sharm el-Sheikh. W styczniu plaże w Egipcie nie są tak zatłoczone jak w sezonie wakacyjnym, czasem zdarzało się, że na leżakach opalało się tylko kilkanaście osób. Co mi bardzo odpowiadało, bo na zatłoczonych, głośnych plażach bardziej się denerwuję niż odpoczywam. Tu mieliśmy ciszę i spokój.

Loklane przysmaki, drinki

W końcu mieliśmy z Jankiem czas tylko dla siebie. Zazwyczaj wyjeżdżamy na krótkie, weekendowe wycieczki z synkiem, teściami albo znajomymi. W Egipcie postanowiliśmy, że będziemy cieszyć się sobą i na tydzień zapomnimy o pracy i obowiązkach. Żadnych telefonów z pracy, sprawdzania maili: specjalnie nie zabrałam ze sobą laptopa, a z komórki postanowiłam korzystać tylko po to, by dzwonić do domu. Odcięcie się od codzienności wcale nie było na początku łatwe, ale po kilku dniach już nie myślałam o wiadomościach z pracy zasypujących moją skrzynkę mailową.

Gdy nie chciało nam się jechać na plażę, korzystaliśmy z jednego z hotelowych basenów. Warunki w hotelu mieliśmy świetne, do tego obsługa była bardzo miła i pomocna. Wykupiliśmy wakacje all inclusive, w cenie mieliśmy trzy posiłki, przekąski i drinki. Kucharze przykładali się do pracy, menu było bardzo urozmaicone, codziennie można było spróbować czegoś nowego. Przeważała kuchnia międzynarodowa, ale nie brakowało też lokalnych przysmaków. Odpoczynek od codziennego gotowania obiadów dla całej rodziny dobrze mi zrobił.

Aleksander Palus /500px

W cenie wykupionych wakacji mogliśmy też codziennie brać udział w zajęciach, które oferował hotel. Ja wybrałam aqua fitness. Jestem przyzwyczajona do porannego wstawania, więc po wczesnym śniadaniu od razu szłam na zajęcia. Tak rozpoczęty dzień daje dużo pozytywnej energii. Postanowiłam, że po powrocie do Polski zapiszę się na siłownię. Niestety nie udało mi się namówić na poranne zajęcia męża, który wolał dłużej pospać. Hotel organizował też wycieczki fakultatywne. Odwiedziliśmy Old Market, targ stylizowany na stare, egipskie targowiska. Pełno tu wszystkiego, a zwłaszcza tanich, chińskich towarów. Ale można tez znaleźć prawdziwe perełki, ja kupiłam piękne, egipskie szale na prezenty dla przyjaciółek i przyprawy, które ciężko znaleźć w Polsce.

Oczywiście, ceny są zawyżone dla turystów, ale trzeba się tylko trochę potargować ze sprzedawcami i dzięki temu można kupić coś nawet o połowę taniej. Sharm el-Sheikh był wcześniej małą rybacką wioską, która przekształciła się w popularny kurort. Dlatego w mieście nie ma dużo do zwiedzania, bo większość budynków to luksusowe hotele.

Pustynia i welbłądy

Jedną z większych atrakcji jest wycieczka na pustynię. Naszym środkiem transportu okazały się…wielbłądy. Trochę się na początku bałam, ale zwierzę okazało się bardzo spokojnie i posłuszne, powolnie kroczyło po piaskach pustyni za innymi wielbłądami. Janek też nie był zbyt pewny siebie, chociaż próbował udawać, że na wielbłądach jeździ od dziecka. Podczas wyprawy kilka razy się zatrzymywaliśmy, by pochodzić po wydmach i porobić zdjęcia. Widoki na pustyni są piękne, zwłaszcza podczas zachodu słońca, które chowa się powoli za piaszczystymi wydmami.

© Jochem van der Zaag / 500px

W końcu miałam też czas, by po prostu poleniuchować. Leżąc na plaży albo przy hotelowym basenie czytaliśmy z mężem książki, które zabraliśmy ze sobą z Polski. W domu nigdy nie było na to czasu. Tutaj mogliśmy bez wyrzutów sumienia oddać się błogiemu relaksowi. Oprócz wyboru wycieczki fakultatywnej nie mieliśmy z mężem żadnych trosk. Niestety, żadne wakacje nie trwają wiecznie. Po tygodniu z żalem musieliśmy się pakować i wracać do Polski. Beztroski relaks w środku zimy w otoczeniu palm, morza i słońca polecam każdemu, kogo dopada zimowa chandra. Dzięki temu wyjazdowi wróciłam do Polski rozpromieniona i wypoczęta. Nawet mój szef zauważył, że oprócz opalenizny przywiozłam ze sobą dobry humor. A my z mężem planujemy już kolejne wakacje, tym razem z naszym synkiem. Jeśli znajdziesz pół godziny czasu wolnego, opowiedz nam i Ty swoje wspomnienia z podróży.

Czy zainteresowała Cię moja historia?

Co myślisz?