KATEGORIE

Wybrałam się do Paryża, aby poznać to magiczne miasto i ocenić go z własnej perspektywy

Do Paryża docieram w wieczór poprzedzający moje intensywne zwiedzanie. Ląduję na lotnisku Beauvais (na tym lotnisku lądują samoloty wszystkich linii lotniczych latających z Polski) i za 15 euro docieram do centrum Paryża.

Dzień pierwszy: Dzielnica 1: Luwr oraz Dzielnica 4: Katedra Notre-Dame

Do Paryża docieram w wieczór poprzedzający moje intensywne zwiedzanie. Ląduję na lotnisku Beauvais (na tym lotnisku lądują samoloty wszystkich linii lotniczych latających z Polski) i za 15 euro docieram do centrum Paryża.

Drugiego dnia, rano w hotelu raczę się oszczędnym francuskim śniadaniem, jednak dającym energetycznego kopa. Pochłaniam maślanego croissanta z konfiturą i wypijam dużą filiżankę cafe au lait. Przed sobą mam pierwszy dzień zwiedzania. Nie mogę się doczekać, aż sama poznam to miasto na którego temat jest tyle różnych opinii.

Swoje zwiedzanie rozpoczynam od Dzielnicy IV, gdzie znajduje się katedra Notre-Dame. Patrząc na nią ze strony zachodniej (czyli od strony wejścia) można zobaczyć dwie bliźniacze wieże, każda z nich ma 69 metrów wysokości. Oglądając katedrę należy mieć świadomość, że jej budowa trwała 170 lat (budowę rozpoczęto w 1163 roku), a potem zniszczono ją niemal całkowicie podczas rewolucji.

Katedra Notre-Dame © Anthony Million / 500px

Wchodzi się do niej bez biletu, jednak trzeba liczyć się ze sporą kolejką. Aby wejść na górę do pokonania mamy podobno 387 schodów. Widok z góry jednak wynagradza mi jednak trud wspinaczki – rozciąga się z niej wspaniały widok na całe miasto, w oddali widać wieżę Eiffla.

Widok z katedry Notre-Dame © Michael Wiejowski / 500px

To w tej katedrze znajdują się największe we Francji organy, to tutaj koronowany był między innymi Napoleon. Notre-Dame do tej pory najbardziej kojarzyła mi się z powieścią Victora Hugo „Dzwonnik z Notre-Dame”, opowiadającą historię garbatego dzwonnika z wieży, który zakochuje się w cygańskiej dziewczynie Esmeraldzie.

Następnie wracam do dzielnicy I, gdzie znajduje się Luwr, czyli największe muzeum na świecie. Zgromadzone są tu cenne zbiory z czasów starożytnych i nowożytnych. Kiedyś mieścił się tutaj pałac królewski. Mieszkał tu Karol V, Henryk IV czy Ludwik XIV. Chcę na własne oczy zobaczyć owiany legendą portret Mona Lisy, pędzla Leonarda da Vinci. Za wstęp płacę 9,50 euro, jednak do Luwru warto wybrać się też po godzinie 18 w środę lub w piątek. Wtedy wstęp kosztuje 6 euro, a muzeum jest otwarte aż do 22. W zamian za niemałą kwotę za bilet oglądam najważniejsze eksponaty. Aby dokładnie zobaczyć całe muzeum należałoby tu chyba spędzić kilka dni.

Louvre Neon w Luwrze © Darwin /500px

Znajdziemy mnóstwo dzieł z różnych epok, a w tym dzieła francuskiego malarstwa i rzeźby, sztukę egipską (na przykład sfinks w krypcie), sztukę starożytnej Grecji (między innymi figurki z Cyklad), sztukę starożytnego Wschodu (pamiętacie Kodeks Hammurabiego z lekcji historii?) i wiele innych. Podziwiam piękno hellenistycznych rzeźb: Wenus z Milo i Nike z Samotraki i w końcu przyglądam się zagadkowemu uśmiechowi Mona Lisy. Tylko chwilkę i to w towarzystwie tłumów, które również przyszły ją zobaczyć. Wychodząc z Luwru robię też kilka zdjęć szklanej piramidzie, która stoi przed głównym wejściem.

Dzień drugi: Dzielnica 7: Wieża Eiffla

Jest czas pomiędzy Bożym Narodzeniem, a Sylwestrem więc plac przed Wieżą Eiffla zamienił się w prawdziwy bożonarodzeniowy jarmark. Prawdziwie świąteczną atmosferę tworzy też lodowisko na którym, przy akompaniamencie wesołej muzyki, na łyżwach szusują młodzi i dorośli. Rozglądam się na boki, wszyscy patrzą na wieżę Eiffla, która mieni się o każdej równej godzinie.

Nie mogę uwierzyć, że w końcu tu jestem! Daję się ponieść atmosferze miasta, spaceruję wśród tłumów. Robię kilka, no może kilkanaście zdjęć. Poruszam się pomiędzy świątecznymi straganami. Skuszona zapachami decyduje się na crêpe au nutella, czyli naleśnika z nutellą (5,50 euro), a potem na grzane wino. Trzeba podkreślić, że francuskie crepes w Paryżu można zjeść prawie na każdym kroku. Następnym razem skuszę się na takiego z kremem kasztanowym.

Wieża Eiffla © Ice Hsu / 500px

Aby wjechać na wieżę Eiffla trzeba wykazać się niemałą cierpliwością. Generalnie wszędzie stoi się w kolejce: do kontroli torebek i plecaków, po bilet, do wjazdu na kolejny poziom. Wjazd na szczyt wieży to koszt 13 euro. Trasę można też pokonać schodami, wtedy kwota zmniejsza się do 4,50 euro. Widok jest naprawdę imponujący, chociaż moim zdaniem najlepiej skupić się na oglądaniu panoramy Paryża z pierwszego poziomu (na wysokości 57 metrów).

Ze szczytu Wieży Eiffla © Kurt White / 500px

Oczywiście zarówno na pierwszym, jak i na drugim poziomie są bary i restauracje, jednak zdecydowanie nie na moją kieszeń. Podobno jedną z najlepszych jest restauracja Jules Verne, gdzie w porze kolacji nie obędzie się bez rezerwacji. Wierzyć się nie chce, że kiedy w 1889 zaprezentowano ją miastu miała być tylko częścią Wystawy Światowej. Trzeba jednak przyznać, że do dziś wzbudza wiele kontrowersji dzieląc ludzi na jej zwolenników i przeciwników.

Dzień trzeci: Dzielnica 8: Łuk Triumfalny, Pałac Elizejski i Kościół de la Madeleine

Dźwigam dwie ciepłe bagietki (jedna za 1,5 euro) – razem z dżemem i świeżym sokiem pomarańczowym będą stanowiły moje dzisiejsze śniadanie. W planach mam obejrzenie Kościoła de la Madeleine, który jest otoczony 52 korynckimi kolumnami. Przyglądam się jej z zewnątrz. Niewątpliwie wyróżniają się brązowe drzwi z Dziesięciorgiem Przykazań. Wchodzę do środka i oglądam rzeźbę Chrzest Chrystusa autorstwa Francois Rude’a. Nie myślcie, że wszystkie te nazwy i nazwiska mam w głowie – podczas zwiedzania wspomagam się przewodnikiem. Dlaczego warto zapamiętać akurat ten kościół? To w nim odbyła się msza żałobna Fryderyka Chopina, a także wystawiono tu trumnę z ciałem Adama Mickiewicza.

Kościół Madeleine © Guillaume Juncar / 500px

Pola Elizejskie to bodaj najsłynniejsza aleja Paryża, jej początki sięgają 1667 roku. Oglądam Palais de l’Elysee, czyli Pałac Elizejski, który został zbudowany w 1718 roku, a od 1873 roku jest rezydencją prezydenta Francji. Niestety straż pałacu nie dopuszcza mnie (ani nikogo innego…) bliżej pałacu. Na ulicach oglądam tyle pięknych Paryżanek. Jak one to robią, że są takie szczupłe i eleganckie? Postanawiam od dzisiaj ubierać się dzisiaj zgodnie z zasadą „mniej znaczy więcej”, robić lekki makijaż i starannie układać włosy. Spacerując po avenue Montaigne rozglądam się po butikach Diora i Prady – tylko z zewnątrz, bo nie mam odwagi wejść do środka. Odwiedzam za to słynną Laduree niedaleko Chaps-Elysees, czyli słynną herbaciarnię, gdzie kupuję najlepsze w tym mieście makaroniki. Najbardziej przypadły mi do gustu pistacjowe i z solonym karmelem.

Łuk Tryumfalny © Ryad Guelmaoui / 500px

Obecnie wokół Łuku Triumfalnego odbywają się wojskowe defilady oraz inne uroczystości związane z rocznicami wydarzeń historycznych. Po wjechaniu lub wejściu na szczyt łuku można podziwiać kolejną panoramę Paryża. Na wschód zobaczymy Pola Elizejskie. W środku łuku bez przerwy pali się ogień na Grobie Nieznanego Żołnierza. Ja oglądam go w okolicach godziny 18:30 i właśnie wtedy mogę zobaczyć symboliczne zapalanie znicza. Szkoda tylko, że w okolicach Łuku Triumfalnego znajduje się tyle barów szybkiej obsługi, tutaj nie można poczuć typowej atmosfery Paryża.

Dzień czwarty: Dzielnica 18: Plac Pigalle z Moulin Rouge i Montmartre z Bazyliką Sacré-Coeur

Spacerując uliczkami Montmartre’u próbuję w jej zaułkach odnaleźć klimat artystycznej dzielnicy końca XIX wieku. Tworzyli tu między innymi Pablo Picasso, Salvadore Dali czy Vincent van Gogh. Na placu du Tertre widzę malarzy, którzy na poczekaniu malują portrety.

Biała bazylika Sacré Coeur położona jest na szczycie wzgórza Montmartre i jest jednym z najczęściej fotografowanych budynków w Paryżu. Paryżanie mówią na to wzgórze „Butte”, czyli po prostu pagórek. Bazylikę budowano przez 46 lat i kosztowała w przybliżeniu 6 milionów euro! Przychodzę tutaj bardzo wcześnie, bo już o 8 rano, kiedy jest otwierana. Trzeba przyznać, że panoramiczny widok ze wzgórza na długo zapada w pamięć. Natomiast jej wnętrze nie zachwyciło mnie specjalnie, jestem przekonana, że wiele jest kościołów w Paryżu, które są bardziej imponujące. Możemy jednak przyjrzeć się tutaj wielkiej, bizantyjskiej mozaice z Chrystusem czy rzeźbie błogosławiącego Chrystusa.

Bazylika Sacré Coeur © Martine Guay / 500px

Poniżej wzgórza znajduje się plac Pigalle. Oglądam Moulin Rouge (niestety tylko z zewnątrz), który jest najsłynniejszym kabaretem tak zwanej belle epoque. To tutaj zbierała się (ku zgorszeniu statecznych obywateli Paryża) bohema Montmartre’u. Szczególnie kojarzy mi się z kankanem. Do dzisiaj odbywają się tutaj kabarety i przedstawienia. Kto wie może kiedyś spędzę wieczór w tym słynnym miejscu?

Moulin Rouge © Alberto Sicchiero / 500px

Wracając do domu warto poświęcić trochę czasu na przeczytanie kilku powieści związanych z Paryżem, które pomogą nam przenieść się w czasie. Polecam wspomnianego na początku „Dzwonnika z Notre-Dame”, a także „Nędzników” tego samego autora. Ja siadam przy filiżance kawie i oglądam zdjęcia z Paryża. To prawda, że to miasto w którym można się bez pamięci zakochać. Jeśli znajdziesz pół godziny czasu wolnego, opowiedz nam i Ty swoje wspomnienia z podróży.

Czy zainteresowała Cię moja historia?

Co myślisz?