KATEGORIE

Nadmorska miejscowość przyciąga nas swoją wielokulturowością i pyszną, aromatyczną kuchnią.

Agadir słynie z 8-kilometrowej piaszczystej plaży i gajów oliwnych. Roztacza się tu cała gama kolorów i możemy zakosztować orientalnych dań pełnych aromatycznych przypraw. Mamy tu połączenie wody i gór, Atlantyku i gór Atlas. Kraj jest prawdziwą mieszanką kultur.

Agadir w 24 godziny

Lecimy lotem czarterowym na lotnisko „Sun City”. Następnie wraz z mężem kwaterujemy się w hotelu w stylu mauretańskim, wokół którego rozciąga się zadbany ogród. Na spotkaniu z rezydentką hotelu dowiadujemy się podstawowych informacji o Maroko i o mieście, w którym mieszkamy. Cały kraj zamieszkuje około 35 milionów osób, a większość mieszkańców jest wyznania muzułmańskiego. Zwraca nam jednak uwagę, aby przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa, czyli nie nosić przy sobie cennych rzeczy, zwłaszcza w miejscach, gdzie jest tłoczno czy też nie ubierać się wyzywająco, aby nie prowokować miejscowych. Radzi też, aby pić tylko i wyłącznie butelkowaną wodę, myć owoce przed spożyciem oraz nie pić napojów z lodem.

Agadir zwiedzamy w zasadzie w jeden dzień wybierając się na wycieczkę typu „city tour”. To najpopularniejsza nadmorska miejscowość w kraju. Wjeżdżamy na górę, z której rozciąga się panorama na miasto, w oddali widzimy port. Przejeżdżamy przez luksusową dzielnicę willową (ach gdyby tak kupić tu jeden z domów…), a także zwiedzamy największy meczet w Agadirze. Mamy też okazję zrobić małe zakupy na suku, czyli na bazarze.

Zakupy i targowanie się

Udając się na zakupy jesteśmy przygotowani na to, że targowanie będzie konieczne. To nieodłączny element tej kultury. Albo ktoś go lubi albo… nie powinien robić zakupów w Maroko. A jest co kupować! Nie wyobrażam sobie, żeby wrócić z Maroko bez oleju arganowego. Ja kupiłam kilka buteleczek - dla siebie i dla przyjaciółek. Ten olej nazywany jest „złotem Maroka” lub „eliksirem młodości”. Szybko się wchłania i doskonale nawilża skórę. Można nakładać go na suche łokcie lub na końcówki włosów. Nadaje się również jako olej spożywczy, jest bogaty w witaminę E i w karoten. Używamy go później także jako bazę do marynaty do mięs lub dressing do sałaty. Jego właściwości są nieocenione: ma znakomity wpływ na układ trawienny, oddechowy i moczowy. Pomaga w chorobach skóry i włosów. Nam pomaga przy oparzeniu słonecznym, kiedy zbyt długo wylegujemy się na plaży.

Pomaga w chorobach skóry i włosów. Nam pomaga przy oparzeniu słonecznym, kiedy zbyt długo wylegujemy się na plaży. Na targu kupujemy też szafran, czyli „przyprawę droższą niż złoto”, curry i harissę, czyli bardzo ostrą pastę z papryki i czosnku. Drobne zakupy natomiast robimy najczęściej w sieci Marjane, tam ceny są dużo niższe niż w hotelowych sklepikach i nie trzeba się targować, tak jak na bazarze.

© Andre Otto / 500px.com

Wracając do targowania się – nie obyło się bez kłótni i sprzeczek ze sprzedawcami. Jednak potraktowaliśmy to jako jedną z atrakcji tego wyjazdu i szansę na poznanie marokańskiej kultury. W końcu jesteśmy na wakacjach, więc nie ma powodu, żeby się stresować. Jeżeli nie chcesz kupić danej rzeczy – nie pytaj o nią, nie dotykaj i nie zaczynaj negocjacji ze sprzedawcą. Niestety rozpoczęcie targowania się jest niemal jednoznaczne z kupieniem danej rzeczy.

W Maroko obowiązuje waluta dirham (DH lub MAD). Nie warto wymieniać walut na targach, gdyż tam możemy natknąć się na fałszywe banknoty. Najlepiej zróbmy to w banku lub w autoryzowanym kantorze. Na szczęście nie mieliśmy problemu, żeby takowe znaleźć i wymienić przywiezione ze sobą dolary. Aby nie kupować tych produktów na miejscu ważne, abyście zabrali ze sobą okulary przeciwsłoneczne i kremy z filtrem. My lecieliśmy w marcu i wydawało nam się, że takie kremy nie są konieczne, jednak bardzo się myliliśmy. Temperatura sięgała dwudziestu pięciu stopni. Jak dobrze, że wtedy z pomocą przyszedł nam olejek arganowy. Jeżeli chodzi o temperatury, to należy się spodziewać, że znacznie spadają w nocy (podczas naszej podróży do dziesięciu stopni).

Kuchnia marokańska, surfing, nocne życie czy hammam?

Pewnego wieczoru mąż robi mi niespodziankę i zabiera mnie do restauracji Le Nil Bleu z przepięknym widokiem na ocean. Zamawiamy tadżin i kuskus z warzywami. Mamy szczęście, bo tego dnia odbywa się także koncert na żywo. Tadżin jest tradycyjnym daniem marokańskim, rodzajem gulaszu z jagnięciny lub z wołowiny, który dusi się na wolnym ogniu w specjalnym naczyniu. W restauracji tadżin kosztuje około 25-45 złotych.

Kuchnia marokańska bardzo przypadła nam do gustu. Próbowaliśmy jeszcze harrirę, czyli zupy z baraniną na bazie soczewicy. W porcie można zasmakować przeróżnych owoców morza (niestety nie jesteśmy ich miłośnikami…) takich jak kałamarnice czy krewetki. W kuchni marokańskiej widać wpływu kultury francuskiej, więc nie zdziwcie się, jeśli w menu zobaczycie creme brulle i że na śniadanie podadzą wam kawę z rogalikiem na słodko. Często zajadamy się też słodkimi daktylami i oliwkami albo po prostu świeżymi owocami. Do posiłku zamawiamy herbatę miętową (kosztującą ok. 4-5 złotych) lub wszechobecnym sokiem wyciskanym z pomarańczy.

Udało nam się również zasmakować nocnego życia w Agadirze. Wokół portu znajduje się wiele knajpek i restauracji. Jednak do Maroko wybraliśmy się po to, aby się zrelaksować, więc do gustu bardziej przypada nam spędzanie czasu w hammamie. Jesteśmy tu masowani przez profesjonalne masażystki, wszystko oczywiście z użyciem wspomnianego już olejku arganowego. Najlepiej skorzystać z niego na początku wyjazdu, ze względu na peeling czarnym mydłem, który wykonywany jest za pomocą szorstkiej tkaniny. Taki zabieg świetnie przygotował naszą skórę na późniejsze opalanie. Po zakończonych zabiegach czuliśmy się zrelaksowani i rozluźnieni jak nigdy.

© clement jousse / 500px

W naszym hotelu poznajemy grupę surferów. Sezon podobno trwa tu od października do marca. Maroko jest odpowiednie zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych surferów. Najfajniejszym miejscem jest Taghazout, czyli miejscowość położona w odległości około dwudziestu kilometrów od Agadiru. Możemy taki wyjazd zorganizować samemu lub skorzystać z jednej z firm zajmujących się wyjazdami grupowymi. Wtedy możemy nocować w domku na plaży. Kto wie, może następnym razem skusimy się na naukę surfingu właśnie w Maroko. Jeśli znajdziesz pół godziny czasu wolnego, opowiedz nam i Ty swoje wspomnienia z podróży.

Czy zainteresowała Cię moja historia?

Co myślisz?